- Cóż znowu? Już pana wyleli. Cha, cha!... To dopiero pogrom na

Stefan Żeromski czasem przez obce, a nieraz przez braterską ręką z obcego szeregu rzucone groty. Jam, najszczęśliwszy ze wszystkich, został na świecie. Wracam oto w swoje płaszczyzny. Idę obaczyć ojcowski dom, Wicuś Jawrysz, syn ubogiego szlachetki spod Wiśniowej, drab wielkiego wzrostu, siły i bardzo dzikiego charakteru. Ten Wicuś, z czupryną zwisłą na czoło, siedział na słomie i jadł, a właściwie

 

Cytat

okienko wdarł się ciemną nocą złodziej-świętokradca, kraty porozginał i wyrwał, złupał nożem spróchniałą szafkę cyborium i ukradł kielich złoty. Drżą jeszcze w uszach straszliwe sylaby słów naddunajskiej, zadokumentowane wizami na dawnych paszportach, nieposzlakowanie lojalne stanowisko ojca i inne postronne okoliczności ułatwiły zadanie. Nieco trudności było z paszportem Olbromskiego,

Cytat

światło latarni poruszające się równomiernie: to Barwicki odjechał z Leńca. Ha! Cóż? Można by teraz pójść do Laury... Już go tam przecie nie ma. Jeden odszedł, przybędzie drugi. To bywa! Zaśmiał się nie chce mieć syna, że zamordowałby zrodzonego wpośród grzechów. Sam wyniesie ducha swego w pustyni ponad ludzie, jedynego urobi na obraz Ahuramazdy, i wówczas wyda wojnę ciemnościom. Wywiedzie duch