wielki przemysł, te cuda cywilizacji, te kolosalne skoki ludzkiego
Stefan Żeromski ZIMORODEK Kilka długich tygodni Rafał spędził w Stokłosach w zupełnym próżniactwie. Był chory. Trepka, który wśród mnóstwa wiadomości miał niemało lekarskich, nie mógł odgadnąć, co mu jest. Toteż
usposobiony i dowiedziawszy się o procesie prawdopodobnie pomyślałby o ileby to od niego zależało, o pewnych ułatwieniach dla K., ale czy potrafiłby przeprzeć swą wolę, gdy w miarę jak przeciwwaga,
Cytat
Zapominał wówczas, gdzie jest i co się z nim dzieje. Snuły się w nim wspomnienia nieujęte, niedotykalne, zamglone, przedziwnie żebrzące o pamięć. Był daleko od tego miejsca, nie pod szczytem Łysicy,
jak gdyby te rzeczy, pierwszy raz widziane, wcale mu obce i dziwne nie były. Tymczasem gdziekolwiek zwrócił oko, spostrzegał coś, co przykuwało do miejsca, chwytało za ramiona, wabiło ku sobie, jak
Cytat
śledczego. - Ach, tak - rzekł K. i kiwnął głową - to są na pewno księgi ustaw i należy już do stylu tego sądownictwa zasądzać nie tylko niewinnych, ale i nieświadomych niczego. - Widocznie
usiadł w kuczki i zwrócił się do sierżanta, który, wyprężony jak struna, zginał kark, żeby nie uszkodzić pompona przy kapeluszu, zawadzającego o stragarz powały niskiego pokoju. - No i jakże, byłeś?